| Pierwszy przetarg na białe certyfikaty w drugim półroczu? | |
| 01.02.2012 | |
| Wiceprezes URE, Maciej Bando uważa, iż pierwszy przetarg na białe certyfikaty ogłoszony zostanie prawdopodobnie w trzecim kwartale lub na przełomie trzeciego i czwartego kwartału bieżącego roku. Urząd Regulacji Energetyki już w ubiegłym roku informował, że na szybkie wdrożenie ustawy o efektywności energetycznej, a konkretnie na ogłoszenie przetargów na białe certyfikaty, raczej nie ma co liczyć, bo brakuje podstawowych aktów wykonawczych do ustawy. Ponad to URE brakuje kadr by wykonać te zadania. Minęło kilka miesięcy, a sytuacja się nie zmieniła i wszystko wskazuje na to, że pierwszy przetarg na białe certyfikaty nie ruszy w pierwszym półroczu 2012 roku. URE jest gotowy do realizacji obowiązków wynikających z ustawy o efektywności energetycznej o tyle, że ma przygotowaną strategię działania. Nadal jednak brakuje kadr oraz podstawowych aktów wykonawczych do ustawy o efektywności energetycznej, takich jak rozporządzenie Ministra Gospodarki dotyczące szkoleń i potwierdzenia kwalifikacji audytorów energetycznych. Do przetargu na białe certyfikaty można będzie przystąpić tylko wówczas, gdy podmiot uprawniony złoży poprawnie wypełniony wniosek wraz z audytem wykonanym przez audytorów, których uprawnienia nie mogą jeszcze zostać zweryfikowane przez odpowiednie komisje kwalifikacyjne, bo nie ma ku temu podstaw prawnych. Ustawa o efektywności energetycznej, która weszła w życie latem 2011 r. ma obowiązywać do końca 2016 r. Natomiast do końca 2015 roku powinny zostać wyłonione w przetargach przedsięwzięcia, którym zostaną przyznane białe certyfikaty. Z powodu ograniczonego czasu działania ustawy o efektywności energetycznej i opóźniającego się startu przetargów na białe certyfikaty rosną szanse na ich zdobycie przez przedsiębiorców, którzy już zainwestowali w oszczędzanie energii. O białe certyfikaty będą mogły się ubiegać przedsięwzięcia nowe, ale także zrealizowane po 1 stycznia 2011 roku. Certyfikaty dla przedsięwzięć zrealizowanych będą mogły być wprowadzane do obrotu od razu, natomiast w odniesieniu do inwestycji niezrealizowanych może wystąpić sytuacja, w której będą one trafiały do obrotu dopiero po zakończeniu przedsięwzięcia i jego pozytywnej weryfikacji w zakresie założonych celów oszczędnościowych, co musi się stać do końca 2016 roku. W związku z tym im później ruszą przetargi tym większe szanse na zdobycie certyfikatów będą miały przedsięwzięcia już zrealizowane i nowe, ale stosunkowo proste, bo w przypadku nowych inwestycji, lecz bardziej złożonych, firmom może po prostu zabraknąć czasu na ich realizację w okresie obowiązywania ustawy. | |
| Miliardy złotych z UE na efektywność energetyczną | |
| wnp.pl 31.01.2012 | |
| Trwają negocjacje nad przygotowaniem budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-20. Szacuje się, że Polska otrzyma ok. 70-80 mld euro, czyli ok. 300 mld zł. Po raz pierwszy jednym z głównych celów, na jakie przeznaczone zostaną unijne pieniądze, będzie efektywność energetyczna. Efektywność energetyczna jest jednym z najbardziej modnych tematów w UE, co jest niebezpieczne, ponieważ gdy coś jest modne, to wszystkim wydaje się, że się na tym znają. W Parlamencie Europejskim do jednego worka z efektywnością wrzuca się emisje CO2, energetykę rozproszoną, odnawialne źródła energii i oszczędzanie energii. W okresie 2007-13 fundusze strukturalne są wydawane na terenie całej UE , ale tylko w krajach starej UE od początku istniała możliwość wydatkowania tych pieniędzy na efektywność energetyczną. Przez pierwsze trzy lata w Polsce o tym nie było mowy. Ta możliwość pojawiła się, kiedy wybuchł kryzys, na który błyskawicznie trzeba było reagować i kiedy trzeba było szybko i umiejętnie wpompować pieniądze w rynek. Wówczas szybko udało nam się przekonać w PE , że należy dać pieniądze na efektywność energetyczną w budynkach. Wcześniej mówiono, że budynki to problem prywatnych deweloperów. Jak podkreśla, zrobiono to jednak za późno. W Polsce istnieje co prawda możliwość wydatkowania kilku procent z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego na efektywność energetyczną w budynkach, ale efekt tego jest bardzo mizerny, ponieważ pieniądze zostały przydzielone wcześniej m.in. na inne cele, jak budowa dróg czy oczyszczalni ścieków. Żeby przeznaczyć pieniądze na efektywność energetyczną w budynkach trzeba by je komuś zabrać. Jedyny kraj gdzie udało się przeznaczyć większe środki na efektywność i gdzie uruchomiono specjalne programy dotyczące efektywności energetycznej to Francja. Obecnie trwają negocjacje nad przygotowaniem budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-20. Komisja Europejska zaproponowała, aby każde państwo członkowskie otrzymało fundusze nie większe niż 2,5% jego PKB, szacuje się, że Polska otrzyma ok. 70-80 mld euro, czyli ok. 300 mld zł. Z tej kwoty 1/3 ma zostać przeznaczone na Fundusz Spójności. Wyraźnie powiedziano, że w ramach tego funduszu powinny być realizowane działania dotyczące ochrony środowiska oraz inwestycje drogowe i transportowe. Po odcięciu pieniędzy na Fundusz Spójności pozostaje 70%, z których należy odjąć 25% na Europejski Fundusz Społeczny. Z pozostałych pieniędzy, które będą w Europejskim Funduszu Rozwoju Regionalnego, minimum 50% ma zostać przeznaczone na 3 cele: wsparcie innowacji, wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz - co jest nowością - na efektywność energetyczną. Na wsparcie efektywności ma zostać przeznaczone co najmniej 6% z tego Funduszu. Po raz pierwszy w sposób tak jednoznaczny wskazano, że pieniądze z funduszy unijnych mają być przeznaczone na wzrost efektywności energetycznej. Trzeba się dobrze przygotować do wydania tych środków. Trzeba jasno określić, co w Polsce z zakresu efektywności energetycznej jest najważniejsze i na co chcemy przeznaczyć pieniądze europejskie, do których dołożymy pieniądze polskie. Trzeba także wskazać, kto ma się zająć realizacją działań proefektywnościowych, czy będzie to realizowane z poziomu rządowego, samorządowego czy też w ramach PPP. Wykorzystanie środków unijnych na efektywność energetyczną musi być zgodne z prawem polskim, więc musi się ono zmienić. Trzeba zapisać, że w programach operacyjnych realizowanych przez rząd jak i w programach regionalnych mogą być realizowane przedsięwzięcia proefektywnościowe. Decyzja w sprawie podziału unijnego budżetu ma lata 2014-2020 zapadnie prawdopodobnie pod koniec roku 2013. | |
| Zwiększenie celu redukcji emisji dwutlenku węgla | |
| wnp.pl 30.01.2012 | |
| Zgodnie ze stanowiskiem prezesa Instytutu Badań Strukturalnych, Macieja Bukowskiego propozycja KE, by zwiększyć cel redukcji emisji dwutlenku węgla do 2020 r., jest słuszna i korzystna, pod warunkiem nierozwijania nadmiernie technologii węglowych. W projekcie niepublikowanego jeszcze raportu KE oceniła, że zwiększenie redukcji emisji dwutlenku węgla z dotychczasowego celu - 20% - do 25% w 2020 r. kosztowałoby polską gospodarkę 1,1 mld euro. Kwota ta nie wlicza jednak kosztów, jakie poniosłaby energetyka oraz kosztów uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Europa zaczyna tracić pozycję lidera zmian technologicznych w energetyce odnawialnej, a brak potrzeby inwestowania w ten sektor ze względu na niski cel redukcyjny może wywołać relatywną utratę pozycji rynkowej firm europejskich działających w obszarze technologii odnawialnych. Komisja słusznie zauważa, że podniesienie celu będzie wiązało się z dodatkowymi kosztami inwestycyjnymi, ale stanie się to w okresie, gdy w wielu państwach UE musi i tak dojść do znacznych inwestycji w energetyce, przesyle energii czy transporcie. Otwartym pytaniem jest jednak to, jaka technologia zostanie wybrana i czy Europa nie zaangażuje się nadmiernie w technologie węglowe, co w długim okresie oznaczać będzie przeniesienie się know-how i produkcji w energetyce odnawialnej do innych regionów świata. Wybór ten jest szczególnie ważny z polskiego punktu widzenia, bo potencjał zmniejszenia emisji dwutlenku węgla w polskiej energetyce jest wyjątkowo wysoki - nie tylko dzięki inwestowaniu w energetykę wiatrową, lecz także dzięki zastępowaniu bloków węglowych gazowymi. W ocenie prezesa IBS, gdyby wszystkie wychodzące z użycia elektrownie węglowe w Polsce, Rumunii, Czechach czy w Niemczech były zastępowane gazowymi, w relatywnie krótkim czasie można by osiągnąć znaczną - kilkudziesięcioprocentową - redukcję emisji. Stało by się to w sposób, którym Polska powinna być szczególnie zainteresowana - czyli generując popyt na gaz, a więc zachęcając do inwestowania w jego eksploatację. Ponadto produkcja technologii wiatrowych nie musiałaby się - jak dzieje się to teraz - przenosić się do Chin, lecz trafiać do Europy Środkowej, w tym zwłaszcza Polski, która dysponuje odpowiednią bazą w przemyśle maszynowym. W takim scenariuszu umiarkowane koszty podniesienia celów redukcyjnych raportowane przez KE, które są w pełni zgodne z naszymi wewnętrznymi polskimi analizami przygotowanymi przez Instytut Badań Strukturalnych, mogłyby się wręcz przerodzić w znaczne korzyści netto.Najgorsze, co mogłoby się stać w naszym kraju, to pozostawanie przy silnie negatywnym nastawieniu do dekarbonizacji gospodarki. Komisja w projekcie, do którego dotarła PAP, proponuje rekompensaty dla biedniejszych krajów UE, takich jak Polska, które będą musiały ponieść inwestycje. Byłoby to m.in. zwiększenie redystrybucji na ich rzecz dochodów ze sprzedaży pozwoleń do emisji do 5,4 mld euro w 2020 r. oraz zwiększenie środków na cele klimatyczne w funduszach spójności przeznaczonych dla tych krajów. To może oznaczać wsparcie na cele klimatyczne w wysokości ok. 200 mld euro w budżecie UE na lata 2014-2020. W czasie konferencji "Gospodarka niskowęglowa - pomysły na kryzys" Bukowski przedstawił rezultaty badań, przeprowadzonych przez IBS dla organizacji WWF Polska i Polskiego Klubu Ekologicznego. W jego ocenie, zredukowanie emisji dwutlenku węgla do 2020 r. o 30% w stosunku do scenariusza referencyjnego, a do 2030 r. - o 60% jest dla Polski "osiągalnym maksimum". Na potrzeby raportu IBS przyjął scenariusz referencyjny rozwoju, zakładający m.in., że polska energetyka pozostanie w przeważającej mierze oparta na węglu. Bukowski podkreślił, że do badań wybrano optymalny kosztowo miks energetyczny, dostarczający zakładaną potrzebną ilość energii i jednocześnie redukcję emisji. Zgodnie z tym miksem, w 2030 r. około 50% energii ma pochodzić z węgla, reszta w większości z odnawialnych źródeł energii (OZE). Zakłada się budowę bloków węglowych z CCS (Carbon Capture and Storage - wychwyt i składowanie dwutlenku węgla). "W tym badaniu nie rozważaliśmy miksu nuklearno-gazowego, tylko taki z naciskiem OZE" - zaznaczył Bukowski. Według raportu, osiągnięcie 60% redukcji emisji w 2030 r. technologicznie jest możliwe przy założeniu dodatkowych inwestycji rzędu 1% obecnego PKB (ok. 0,7% PKB na przestrzeni całego okresu), co oznacza podwojenie inwestycji w energetyce. OZE wymagają państwowych subsydiów na poziomie 60-70% kwoty inwestycji w nie. Subsydia są konieczne, bo technologie OZE są droższe, nawet jeżeli zakładamy ich rosnącą konkurencyjność w miarę postępu. W raporcie przyjmuje się, że technologia CCS, kosztem 11 mld zł nakładów, może dać w 2030 r. 3% redukcję emisji względem scenariusza referencyjnego. Ponad 12 mld nakładów na kogenerację daje z kolei 1% redukcję, zaś wdrożenie pakietu technologicznego opracowanego przez firmę McKinsey w przemyśle chemicznym, hutniczym, cementowym, rafineryjnym kosztem 13 mld zł da ograniczenie emisji o 2,5%. 2% ograniczenie emisji można osiągnąć w sektorze zarządzania odpadami kosztem 5,6 mld zł. Raport stwierdza też, że dla osiągnięcia celu redukcji konieczne będzie wprowadzenie podatku węglowego. Może on mieć formę opłat emisyjnych, ale premier w expose zapowiadał różnego rodzaju podatki surowcowe. To jest tak na prawdę podatek surowcowy, który można nakładać na fazę produkcji bądź konsumpcji. Według IBS wpływy z podatku węglowego bezwzględnie należy przeznaczyć na obniżenie innych podatków, szczególnie PIT oraz na transfery na subsydiów na pakiet technologiczny. To się nazywa zielona reforma podatkowa. Opodatkowujemy coś co ma niską elastyczność konsumpcji, a zmniejszamy opodatkowanie czegoś, co ma wysoką elastyczność, np. praca w niektórych grupach społecznych. Ekonomista prof. Witold Orłowski ocenił podczas konferencji, że w warunkach braku światowej zgody co do sposobów walki ze zmianami klimatu, nie da się uciec od opodatkowania dwutlenku węgla, czyli - jak to określił - ekwiwalentu podatkowego dla towarów produkowanych poza granicami UE. Z raportu „Niskoemisyjne dylematy - Jak ograniczyć emisję gazów cieplarnianych i co to oznacza dla polskiej gospodarki?” wynika, że rozwój energetyki odnawialnej i wdrożenie mało emisyjnych technologii zmniejszających energochłonność gospodarki umożliwią Polsce redukcję emisji gazów cieplarnianych o 53% do roku 2030 w stosunku do poziomu z roku 1990. Zdaniem WWF tak znacząca redukcja emisji nie będzie dla naszego kraju procesem łatwym, ale jest to wyzwanie, które warto podjąć, kierując tym samym gospodarkę w stronę nowoczesnej, opartej na innowacji ścieżki rozwoju. Okazuje się, że unijne zobowiązania redukcyjne, zawarte w pakiecie energetyczno-klimatycznym, tak powszechnie w Polsce krytykowanym, nie tylko nie są zabójcze dla polskiej gospodarki, ale wręcz możliwe do realizacji na wyższym niż przyjęty dotąd poziomie ambicji. Z raportu wynika również, że inwestycja w energetykę jądrową nie jest wcale warunkiem koniecznym dla osiągnięcia niezbędnej redukcji. Według raportu proponowane działania wymagają preferowania przez państwo niskoemisyjnej ścieżki rozwoju technologicznego w sektorze energetycznym, w tym także gotowości do rekompensowania firmom z tego sektora ponoszonych kosztów ponadstandardowych wydatków inwestycyjnych w droższe, niskowęglowe technologie. Niezbędne jest także wykorzystywanie mało emisyjnych technologii zmniejszających energochłonność gospodarstw domowych i całej gospodarki, głównie przez lepszą izolację cieplną budynków istniejących i nowobudowanych. Zdaniem WWF, ważnym obszarem gospodarki, w którym innowacje technologiczne mogą potencjalnie zwiększyć efektywność działalności ekonomicznej przy jednoczesnym pozytywnym wkładzie do polityki klimatycznej, jest transport. Ten cel można osiągnąć dzięki stopniowej modernizacji floty samochodowej i ciężarowej. Raport „Niskoemisyjne dylematy” | |
| Systemy certyfikowania budynków | |
| 16.01.2012 | |
| Przybywa budynków zielonych, z zielonymi lub środowiskowymi certyfikatami. Różnorodność systemów certyfikacji, sprzyja co prawda popularyzacji idei energooszczędności, utrudnia jednak obiektywne porównanie jakości budynków. Jak dotąd nie istnieje jeden, uniwersalny system oceny. W Polsce najczęściej można spotkać amerykański certyfikat LEED (Leadership in Energy and Environmental Design), brytyjski certyfikat BREEAM (Building Research Establishment Environmental Assessment Method) oraz niemiecki DGNB (Deutsches Gütesiegel Nachhaltiges Bauen). Mimo że wszystkie systemy oceniają budynki w podobnych aspektach: energii, materiałów, odpadów, walorów zdrowotnych, komfortu, wody, zarządzania procesem od projektu do budowy, lokalizacji i procesu budowy, niektóre (DGNB) również ekonomii, to jednak każdy z systemów ma różne sposoby oceny, różne kryteria i różne wagi dla poszczególnych właściwości. Może się zdarzyć, że budynek z wysoką oceną w jednym systemie może nawet nie spełniać kryteriów dla uzyskania certyfikatu w innym. Taka sytuacja może prowadzić do nieporozumień, a w skrajnym przypadku doprowadzić do dewaluacji znaczenia proekologicznego podejścia do budownictwa. Tymczasem jest ono niezbędne, bo budownictwo jest dziedziną najbardziej wpływającą na środowisko naturalne, a jej produkt - budynki stały się nowym naturalnym środowiskiem człowieka. Dlatego środowiskowe aspekty budownictwa mają ogromne znaczenia i tym bardzie warto zadbać o ich racjonalną i zrozumiałą dla odbiorców, ocenę. Aktualnie prowadzone są również prace nad wspólnym systemem europejskim, opracowywanym na bazie norm PN EN, opracowanych przez CEN-owski Komitet Techniczny 350. | |
| Nowa dyrektywa UE dotycząca efektywności energetycznej | |
| 09.01.2012 | |
| Duńczycy mają znakomite wyniki w zakresie efektywności energetycznej, dlatego duńska prezydencja będzie naciskać na szybkie podejmowanie decyzji i zakończenie negocjacji w zakresie dyrektywy o efektywności energetycznej tzw. energy efficiency and services directive(ESD). Dyrektywa może zostać przyjęta pod koniec 2012 roku. Unia ma duże problemy z osiągnięciem celu oszczędności energii na poziomie 20%. Z informacji płynących z Brukseli wynika, że jeżeli nie zostaną podjęte dodatkowe działania założony cel uda się osiągnąć w około 50%. Dzieje się tak dlatego, że cele polityczne nie zostały przełożone na środki prawne i w związku z tym Komisja Europejska zaproponowała dyrektywę o efektywności energetycznej. Nowa dyrektywa połączy, ale również zastąpi, istniejące akty legislacyjne dotyczące efektywności energetycznej tzn. dyrektywę w sprawie efektywności końcowego wykorzystania energii i usług energetycznych (2006/32/EC) oraz dyrektywę w sprawie promowania kogeneracji (2004/8/EC). Propozycje dyrektywy efektywności energetycznej to m.in. modernizacja co roku 3% budynków sektora państwowego, które stanowią około 12% wszystkich budynków w Unii Europejskiej, obowiązek stworzenia schematów oszczędnościowych pozwalających firmom dostarczającym media oszczędzać co roku 1,5% wolumenu energetycznego, ale także promocja ciepłownictwa i kogeneracji. Na forum Rady Europejskiej projekt dyrektywy jest dyskutowany w grupie roboczej Rady od lipca 2011 roku. W Parlamencie Europejskim do projektu dyrektywy zostało zgłoszonych aż ponad 1700 poprawek, co specjalnie dobrze porozumieniu na tym forum nie wróży. Poprawa efektywności energetycznej, oszczędzanie energii to długi i kosztowny proces, ale na końcu opłaca się to wszystkim. Nie ma jednego rozwiązania problemu podniesienia efektywności energetycznej, ale aby osiągnąć założony cel, należy przede wszystkim przekonać ludzi, że w dłuższej perspektywie to się opłaca, również pod względem finansowym. Obok przekonywania społeczeństwa konieczna jest presja państwa w postaci odpowiedniego prawa. | |
| Audyt efektywności energetycznej | |
| 06.01.2012 | |
| Ustawa o efektywności energetycznej ma szereg niedociągnięć, ale jej podstawową zaletą jest wprowadzenie mechanizmu białych certyfikatów. Jest wiele głosów mówiących, że mechanizm ten jest niedopracowany i wymaga ulepszeń, jest to jednak mechanizm powodujący, że na poprawie efektywności energetycznej można zarabiać. Nie ma innej drogi do uzyskania zrównoważenia popytu z podażą energii w horyzoncie 4-5 lat niż zwiększenie efektywności energetycznej. Szybko powinny zostać przyjęte przepisy wykonawcze do ustawy o efektywności energetycznej, które jasno określą wymagania dotyczące zakresu audytów energetycznych. Do tej pory najbardziej rozpowszechnione były audyty energetyczne budynków, źródeł ciepła oraz sieci ciepłowniczych. Audyty te wykonywane są zgodnie ze standardami ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów z 2008 roku. Zakres i forma tych audytów są bardzo precyzyjnie ustalone w przepisach wykonawczych. Inaczej sprawa się ma z audytami, o których mówi ustawa o efektywności energetycznej. NFOŚiGW przygotował program wspierający wykonywanie przemysłowych audytów energetycznych, gdzie określono wymagania dla przedsiębiorstw, które chcą otrzymać wsparcie. W przypadku audytów przemysłowych znacznie trudniej określić wymagania, niż w przypadku audytu budynków, czy sieci ciepłowniczych, ponieważ każdy obiekt przemysłowy posiada swoją specyfikę. Przepisy wykonawcze powinny określić formę oraz zakres, który każdy przemysłowy audyt energetyczny powinien zawierać. Audyt energetyczny, to systemowe podejście do analizy technicznej i ekonomicznej przedsięwzięć, które mają doprowadzić do zaoszczędzenia energii i wzrostu efektywności energetycznej w danym obiekcie. Audyt powinien również zawierać identyfikację oraz analizę stanu istniejącego. Celem audytu jest określenie przez audytora optymalnego zestawu usprawnień dla danego przedsiębiorstwa. Audyt energetyczny zawiera kartę audytu, która jest podsumowaniem wskaźników energetycznych i ekonomicznych w stanie pierwotnym i po przeprowadzeniu proponowanych działań. Pod każdym z punktów może się kryć mniej lub bardziej rozbudowana analiza. Coraz częściej audyt energetyczny zawiera także ocenę efektów ekologicznych. To będzie coraz ważniejszy element audytów. Instytucje dofinansowujące audyty często wymagają tego typu ocen. Można audyt przeprowadzić zarówno własnymi siłami jak też przy pomocy firmy zewnętrznej. Zaletą firmy zewnętrznej jest świeże spojrzenie na problemy energetyczne przedsiębiorstwa, których nie widzi się z perspektywy osób zajmujących się na co dzień tym w danej firmie. Ustawa o efektywności energetycznej w dość skomplikowany sposób dla przeciętnego odbiorcy energii, reguluje np. uzyskiwanie białych certyfikatów. System przetargów, jaki jest przewidywany, nie do końca jest czytelny i nie wiadomo jak będzie wyglądał w praktyce. Czekamy na przepisy wykonawcze w tej sprawie. Urząd Regulacji Energetyki, który będzie odpowiadał za funkcjonowanie systemu białych certyfikatów, nie ma na to jeszcze pomysłu. Będzie to system bardziej skomplikowany niż dotychczasowe systemy związane z wytwarzaniem energii z OZE czy w procesie kogeneracji. Dotychczasowy system kolorowych certyfikatów jest dość prosty - w zależności od ilości wyprodukowanej energii wytwórca otrzymuje określoną ilość świadectw. W przypadku białych certyfikatów efekt oszczędnościowy będzie przeliczany na tony oleju ekwiwalentnego, przy przetargach będą stosowane wskaźniki, które jeszcze ten efekt będą przeliczać. Dla kogoś, kto nie zajmuje się tym na co dzień, może to być zbyt skomplikowane i może zniechęcać do inwestycji. Forma przetargu nie będzie gwarancją, że za działania proefektywnościowe uzyska się białe certyfikaty. Ogólnie mówiąc, forma przetargu polega na tym, że w ramach limitu świadectw na dany rok tylko najbardziej efektywne przedsięwzięcia otrzymają świadectwa. . | |